Z Agnieszką Martinką rowerem do Afryki i Rosji

wtorek, 30/11/2010

Agnieszka Martinka urodziła się w Tomaszowie Lubelskim. Aktualnie mieszka w Lublinie. Absolwentka Geologii Uniwersytetu Wrocławskiego oraz Podyplomowych Studiów Menedżerskich Polsko-Amerykańskiego Instytutu Zarządzania. Zawodowo od wielu lat związana z branżą finansową.  Uwielbia podróżować po Polsce i świecie. Swobodnie, wbrew utartym i nudnym opiniom w mediach, weszła na Mt.Kenya i Mt. Kilimanjaro. Wielbicielka jazdy na rowerze, z którego zsiada tylko zimą. Na rowerze przejechała już pół Polski, trochę Anglii i Ukrainy, wyspę Bornholm oraz objechała wkoło Jezioro Wiktorii w Afryce. Kolejny jej żywioł to fotografowanie. Z aparatem praktycznie się nie rozstaje i z każdej podróży przywozi „tony” zdjęć. Fotografie z wyprawy do Afryki były prezentowane na wystawach.  Bardzo szybko nawiązuje kontakty z ludźmi, bez względu na narodowość, rasę, zwyczaje czy języki. Jest bardzo otwarta, wrażliwa, chłonna świata i ludzi. Uwielbia tańczyć. Mówią o niej : towarzyska, spontaniczna i bardzo kobieca…

30 listopada 2010 r. uczestnicy spotkań osobiście mogli poznać Agnieszkę Martinkę i usłyszeć relacje z jej dwóch wypraw rowerowych. Najpierw z podróżniczką spotkała się młodzież z I Liceum Ogólnokształcącego im. Wł. Jagiełły w Krasnymstawie. Uczniowie w ciągu półtoragodzinnego spotkania mogli przenieść się do Afryki.  Pani Agnieszka opowiadała i  prezentowała zdjęcia ze swojej rowerowej wyprawy wokół Jeziora Wiktorii w Afryce.  Zdjęcia ukazały różne oblicza Czarnego Lądu : od dzikiej, soczystej zieleni ugandyjskiej dżungli po wypaloną słońcem i targaną nieustannym wiatrem ziemię Wielkiego Rowu w Kenii, od stalowoszarej barwy Jeziora Wiktorii oraz granatu rzeki Mara po ceglastoczerwony lateryt afrykańskich dróg, od zielonych równin Serengeti po księżycowy krajobraz wygasłych wulkanów, od portretów zwykłych ludzi do portretów bajecznie kolorowych Masajów. Swoją wyprawę przez Kenię, Ugandę i Tanzanię odbyła od 30 grudnia 2003 do 20 stycznia 2004 roku i opisała w książce „Szybsza niż lew”.

Po południu dorośli mogli wysłuchać i zobaczyć fotograficzną relację z wyprawy na Syberię, szlakiem zsyłki ojca pani Agnieszki W 1945 roku jako siedemnastoletni chłopak został zesłany do kopalni na Uralu : „Pomysł, żeby pojechać śladami mojego taty i na własne oczy zobaczyć miejsce jego zesłania, kopalnię węgla w Połowince, narodził się w mojej głowie w ciągu sekundy”. Z Agnieszką Koper i Tomaszem Świątkiem przejechali rowerami 4444 kilometry. W ciągu ponad dwugodzinnego spotkania mogliśmy wysłuchać niezwykłej opowieści i relacji z wyprawy, na zdjęciach zobaczyć ludzi i przyrodę Rosji :  „Jechaliśmy przez Litwę Łotwę do Moskwy, potem Niżnyj Nowgorod, Joskar-Ola, do Permu, Kizla, skąd już blisko do Połowinki. Do Permu było prawie trzy i pół tysiąca kilometrów, dokładnie tyle, o ilu słyszałam w domu od dzieciństwa. Litwa ukazała nam się taka jak w Inwokacji z “Pana Tadeusza”. Gryka jest rzeczywiście jak śnieg biała…. Wilno – piękne. Spaliśmy u sióstr zakonnych, pod murem zdewastowanej cerkwi, zamienionej przed laty na więzienie. Potem były Powiewiórka i Zułów– miejscowości związane z osobą Marszałka Józefa Piłsudskiego – tu go ochrzczono, tu znajdował się też majątek jego rodziców. Potem Łotwa z cudowną Agloną, miejscem chrześcijańskiego kultu, i dwudziestokilometrowa kolejka na granicy z Rosją. Byliśmy oczywiście w Ostaszkowie, Miednoje i Twerze. Robiliśmy bukiety z wrzosu, kaliny, polnych kwiatów i kładliśmy je wraz z modlitwą w tragicznych dla nas, Polaków, miejscach. Znicze wiozłam z Lublina… Sklepy spożywcze są pełne, ale nie dla wszystkich. Królują bieda i brud. I otwarte serca… Taka jest głęboka Rosja…. Przed 60 laty wagony z zesłańcami dojechały do Kizla. I tu transport został rozdzielony (część została w Kizlu, a inni pojechali do: Nagornej, Gubachy, Połowinki). Dziś to mieścina z drewnianymi, walącymi się domami, wszędzie pełno węgla. Czarna rozpacz. Nawet ludzie jacyś czarni, choć osiem lat temu zamknięto  kopalnie. Do tego zimno, deszcz. I już nie tak serdecznie. Z Kizla jedziemy do Połowinki. Dzięki napotkanemu mężczyźnie odnajdujemy w tej mgle szachtę numer cztery, mojego Taty. Krajobraz nierealny. Jakieś kable, resztki murów, druty, szyby i hałdy węgla, wszędzie hałdy węgla. Chodziłam po tej ruinie, we mgle, robiłam dla Taty zdjęcia. Pół dnia tam byliśmy, mój Tata – rok. Ural jest tylko taki “chudy” na mapie. Przekraczaliśmy go 12 dni. Najpierw słońce, a potem lało, porywiste wiatry, temperatura – z dnia na dzień coraz niższa. W Jekaterynburgu już tylko +5°C.”.

Statystyka wyprawy :

-  Data wyprawy: 4 sierpnia – 17 września 2006 r.

-  Trasa: Lublin – Jekaterynburg, Terespol– Lublin – w sumie rowerem 4444 km

-  Jekaterynburg – Brześć– Terespol – pociągiem 2600 km

-  Liczba dni w podróży : Lublin – Jekaterynburg – Lublin – 45

-  Liczba dni na rowerze: 41

-  Najdłuższy dystans jednodniowy : 164 km

-  Najkrótszy dystans: 47 km

-  Maksymalna temp. Powietrza : +30

-  Minimalna temp. powietrza: +5

-  Wiatry: nieustanne, porywiste ze wschodu i południowego wschodu

-  Całkowity koszt wyprawy: 300 USD na osobę